List do Boga.

Jesteś Wszechobecny, a ja Cię nie widzę. Szukam Cię bez przerwy w rzeczach małych i rzeczach wielkich. Dokąd ta droga mnie prowadzi? Wciąż mam tyle pytań, bez odpowiedzi. Czasami modlę się i Cię nie słyszę, ale wierzę, że zostaliśmy stworzeni, po to, by Ciebie poszukiwać. A może, lepiej jest usiąść i na Ciebie zaczekać?

Jeśli celem jest poszukiwanie, to prowadź mnie Boże. Choć pewnie wiesz, że ja i tak swoimi ścieżkami chodzę. Albo może mi się tylko, tak zdaje, bo niby zawsze dajesz nam wybór, a potem i tak, na Twoje wychodzi. Może dlatego, że jestem kobietą i zdarza mi się mylić strony, prawą z lewą? Przez co czuję się, jak buntownik bez wyboru, bo ja jak zwykle wszystko muszę sprawdzić po swojemu. Mam nadzieję, że rozumiesz mnie Boże, że kontrola bywa zwykle, podstawą zaufania. Przynajmniej tutaj, na ziemi wśród ludzi.

Wiem, że Jesteś wszędzie, ale czy mógłbyś czasem, zajrzeć do mnie tak osobiście. Porozmawiać w cztery oczy, dać znać że Jesteś. Wtedy, gdy najbardziej Cię potrzebuję, siedzę i milczę, bo słów mi brakuje, by wyrazić to, co w głębi duszy czuję. Czy można nauczyć się cierpienia, bez pytań? Tak trwa nasza, bez słów rozmowa. Czy to modlitwą można nazwać? Tę ciszę, co między nami zapada. Czy Ty, też doceniasz, samotność naszych spotkań? Wierzę, że Jesteś i słuchasz, bo dobrze mi z Tobą nawet gdy milczysz, Boże.

Piszę ten list do Ciebie, bo w Tobie wszystko się rozpoczęło i w Tobie pokładam nadzieję, że będzie lepiej. Przecież ja tak, na wiele liczę. Wygłaszam mój monolog, w osobistych słowach, i przyznaję, że moja wiara, bywa czasem kulawa, bo wątpię, upadam i znowu wstaję, zniechęcam się, ale się nie poddaję. Gdybyś jednak mógł iść obok mnie i czasem mnie wspierać, na tych pokręconych ścieżkach życia, to byłabym Ci bardzo wdzięczna. Nie będę też pisać co mnie boli najbardziej, ten temat zostawię na nasze spotkanie.

A teraz muszę kończyć i znowu rzucić się w wir życia. Po drodze wdepnę na pocztę i wyślę ten list do Ciebie, żebyś o mnie pamiętał, że to nie jest moje miejsce, tylko jakaś pomyłka. PS. Nie musisz, mi nic odpisywać. Wierzę, że go przeczytasz.


Chorzy na nieszczęście.

Świat nigdy się nie zmieni, dopóki ludzie będą rozpychać się łokciami w pogoni za ułudą i urojeniami. A przy tym deptać innych, słabszych po drodze. Cierpienie będzie dalej istnieć, nabierając coraz to większych rozmiarów.

Zrobiliśmy z patologii zachowań, „nową normalność” do której siłą rzeczy, trzeba się dopasować. Szukając szybkiego wytchnienia w alkoholu, narkotykach czy seksie. Sami systematycznie spychamy siebie w dół. Ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, że nie daje nam to, takiego szczęścia jakiego się spodziewamy. Rozmijając się przy tym z życiem, na własne życzenie. Pełni chorych przekonań na temat innych i otaczającego nas świata. Nic dziwnego, bo na zewnątrz można dostrzec, tylko to, co uda nam się wewnątrz siebie znaleźć i rozpoznać.

I dalej, nic się w Twoim życiu nie zmieni na lepsze. Sięgaj po przykłady, przekonania i opowieści z życia innych i stosuj je w swoim życiu. Zadawaj sobie ból emocjonalny. Manipuluj i porównuj. Sięgaj wyżej i idź „po trupach”. Po Tobie, też kiedyś przejdą, gdy już upadniesz bezsilny i nikt tego nie zauważy. Będą biec z taką samą obsesją po sukces. W poszukiwaniu idealnego życia, aż zderzą się któregoś dnia, z tym prawdziwym, zwyczajnym i do bólu prostym. Wtedy strach i lęk, zajrzą głęboko w oczy.

W tym przypadku, strach może wiele nas nauczyć, bo pokazuje prawdziwą naturę życia. Nie trzeba go wcale pokonywać, wystarczy go zrozumieć i spojrzeć na swoje życie z innego poziomu. Pozwoli to nam wytłumaczyć, pewne życiowe przypadłości. Od Ciebie wszystko zależy, czy chcesz żyć dorównując innym, czy raczej wolisz żyć dla siebie. Życiu zawsze towarzyszy trud, a wolna wola dodana do niego, to odpowiedzialność. Ludzie czasami z rozpędu, gubią się w życiu, biegnąc razem z innymi. Myśląc, że tak jest łatwiej i bezpieczniej. Dawkując sobie w ten sposób, własną odmianę cierpienia. Zazdroszcząc wszystkiego, na wzajem. Zapominając, że każdy medal ma dwie strony, zależy z której strony na niego patrzysz.

Tak często zapominamy, że każdy ma do przeżycia własne życie i to jemu powinien przyglądać się, najbardziej. Chorzy na nieszczęście, nie muszą być wszyscy. Niech to będą, tylko sporadyczne przypadki. Miej odwagę być mądrym, żeby pójść swoją drogą.


Jeśli staniesz się skałą.

Jeśli zamienisz serce w głaz, co nie okazuje słabości, to czy ktoś będzie miał szansę do Ciebie dotrzeć? Czy wymawiane przez nich słowa, będą prawdziwe? Rozmowy szczere, nie prowadzące do nieporozumień? Czy można pokochać kogoś, kto jest skałą bez uczuć? Zimną, twardą i do bólu silną. Nikt nie jest na tyle odważny, by się z nią zmierzyć.

Ile kropel łez, trzeba na nią upuścić, by cokolwiek móc w niej zmiękczyć i zmienić? Wstyd nawet przy niej, pokazywać swoją słabość w zwykłych, codziennych zmartwieniach. Trzeba ciągle grać i udawać, że jest dobrze. Tylko serce zmęczone tą grą, ma się coraz gorzej. Coraz bardziej się buntuje, szukając dla siebie innej drogi. Kamienne serce nie bierze się znikąd. Nie zawsze też robimy odpowiednie rzeczy, w odpowiednim czasie. Jednak nad tym, co nas dotyka i rani, musimy pracować sami. Do przekraczania barier i granic, dochodzi w głębi naszego serca i duszy. Drzazgi wbijane w serce, trzeba wyciągać na bieżąco, własnymi siłami. Zastanowienie się nad nimi, prowadzi do wielkich wewnętrznych odkryć. Czasem te drzazgi są tak maleńkie, że aż nie widoczne dla oka, ale potrafią utwardzić serce skutecznie. Jeśli zostawi się je tam, na dłużej. Z czasem niemożliwe jest, by móc je znaleźć. Wrosną w serce na stałe, dodając mu więcej ciężaru.

W ten sposób sami zamykamy swoje serce, na odczuwanie. Robi się zimne i zatwardziałe. Nie chce czuć już bólu, ani okazywać współczucia. Można się nauczyć żyć w takim zimnie. Tylko po co? Czy do tego, stworzone jest serce? Jeśli staniesz się skałą, bez litości i ludzkich odruchów serdeczności, to nigdy nie będzie Ci dane spróbować, smaku miłości i poczuć ciepła drugiego człowieka, będącego tuż obok. Skała przecież może stać sama. Smagana zimnym deszczem i wiatrem, nie potrzebuje dla siebie żadnego towarzystwa. Można ją podziwiać za wytrzymałość, lecz ona przecież nie żyje, tylko trwa skostniała w swoich poglądach. Nie tętni życiem, tylko głuchą, zimną ciszą.

Nie możesz zrzucać winy na innych. Jeśli staniesz się skałą, to na własne życzenie. Życie zawsze jest po Twojej stronie, wybór jednak pozostawia Tobie.


Chwile słabości.

Kiedy życie nie spełnia Twoich oczekiwań… Kiedy ludzie, kolejny raz boleśnie Cię rozczarują…Kiedy masz dosyć, wszystkiego i wszystkich… Gdy nachodzą Cię chwile zwątpienia w sens tego, co dzieje się wokół…I czujesz, że tracisz wiarę … Kurczysz i zamykasz się w sobie, z myślą żeby to tylko jakoś przetrwać… To znaczy, że przyszedł czas „odpocząć” od życia.

Chwile słabości, mogą często się przydarzać. Podpowiadają, żeby zrobić sobie przerwę od otoczenia. Złapać dystans, zmieniający spojrzenie na sprawy zawiłe. Chwile słabości, same w sobie, nie są wcale słabe. Trzeba mieć odwagę, by umieć się zatrzymać i wziąć głęboki oddech. Uciszyć burzę emocji w sobie. Przetrwać deszcze i rozgonić kłębiące się chmury. Przemyśleć, przeczekać. Odsunąć się na bok. Siła zwykle, w słabości się doskonali.

Jeśli nachodzi Cię chwila słabości, to daj sobie czas i odpocznij. Świat dalej będzie istniał, słońce wstawało i zachodziło codziennie. Tylko Ty, musisz nauczyć się, na chwilę „zatrzymać” swoje życie. Odpuść walkę o codzienność, która najwięcej wymaga wysiłku. Te powtarzane w kółko, czynności i słowa potrafią każdego zmęczyć i osłabić. Chwila słabości sprawia, że się zmieniasz. Już wiesz, że na wiele rzeczy w życiu nie masz wpływu. Czasami trudno jest się z tym pogodzić. Na jedno życie składa się przecież dobro i zło. I ludzie co, też potrafią robić głupie rzeczy, myśląc przy tym, że są lepsi.

Nie obawiaj się być czasem słabym, to właśnie w takich chwilach, można, najwięcej nauczyć się o życiu. Kiedy spadną nam „różowe okulary”, świat wydaje się bardzo szary. Ale to, te słabe chwile, zwykle wyznaczają nowy kierunek życiu. Kiedy myślisz, że nie masz już więcej siły, że gdy powieje silniejszy wiatr to Cię przewróci i już nie wstaniesz. Właśnie w takich momentach, nabierasz innego spojrzenia. Dojrzewasz. Spoglądasz na świat inaczej, dziwiąc się jak wiele wcześniej nie zauważałeś. Wstajesz. Kolejny raz dałeś sobie radę. Widzisz, jesteś silny, a nie słaby, tak jak wcześniej o sobie myślałeś.


Przyjaźń z duszą.

Ile poświęcasz uwagi swojej duszy? Najczęściej sama myśl, że jest większości z nas wystarczy. A Ona, przecież mieszka w Tobie. Tak często się buntuje, że robisz coś źle, że poszedłeś nie tą drogą, co trzeba. Próbowała Ci rzucać „kłody pod nogi”, ale Ty nic nie zrozumiałeś i mimo wszystko, brnąłeś w to dalej. Gdybyś jej słuchał i rozpoznawał jej znaki na drodze, nie byłbyś aż tak nieszczęśliwym człowiekiem.

Dusza to cząstka Boga, jego energia nam przekazana. Jest dobrem mieszkającym w nas, jak często jednak źle rozumianym. Nie wystarczy być tylko dobrym człowiekiem i robić dobre uczynki. Trzeba stale utrzymywać kontakt ze swoją duszą. Rozpoznać jej głos, wsłuchać się w nią, czego potrzebuje? Spotkać się, w „cztery oczy”. Czy wiesz co ją boli? Jakiego balsamu potrzebuje, by odżyć? Co sprawia, że czuje się dobrze? Bywa, że jest tak słaba i obolała, jak Twoje ciało. I choć mówią, że jest nieśmiertelna, zdążyła już umrzeć kilka razy.

Przyjaźń z duszą zawsze procentuje, gdy się w nią wsłuchasz, znajdziesz każde rozwiązanie. Nazwiesz to zbiegiem okoliczności czy szczęśliwym trafem. Wrócą myśli pogodne, że będzie dobrze. To wszystko jej sprawa. Świadomy kontakt z własną duszą, zmienia życie na lepsze. Nie żyjesz jak robot. Czujesz, że istnieje siła wyższa, która nad Tobą czuwa i nie pozwoli by stała Ci się krzywda, bo jesteście przyjaciółmi. Nic już nie będzie przypadkowe w Twoim życiu. Tylko to co jest, tym najlepszym, może Cię spotkać.

Zaufałeś swojej duszy, ze wszystkim sobie poradzisz, bo Ona Cię poprowadzi jak najlepszy przyjaciel, pokazując małe cuda codzienności. Jeśli coś jest dla Ciebie dobre i właściwe, to Twoja dusza i Bóg Cię w tym wspiera, a Ty czujesz to całym sobą, że idziesz dobrą drogą. Nigdy też nie powiesz, że Twoje życie było zmarnowane, bo gdy Twoja dusza jest czysta i przejrzysta, to trzyma w sobie potrzebny do życia, spokój i światło.