Z biegiem czasu idziemy coraz to nowe rzeczy kolekcjonujemy.

Dzisiaj kolejny wpis z cyklu pamiętacie jak to było za naszych czasów. Do napisania go natchnęła mnie sobotnia wędrówka po Centrach Chińskich w mym rodzinnym mieście. Dlaczego w rodzinnym, a nie w tym gdzie akurat mieszkam? Już Wam tłumaczę, a mianowicie u nas już zabrakło kart, które aktualnie są na tapecie i wszystkie dzieciaki w przedszkolu je zbierają. Kiedyś to było inaczej… Która z mam biegałaby od sklepu do sklepu w poszukiwaniach czegoś co akurat jest w zbierackiej modzie? A co dopiero mówić o wyjeździe do innego miasta? Sama do niedawna się z tego śmiałam gdy jedna z mam na placu zabaw opowiadała jak to jej pociecha po powrocie z przedszkola zarządziła wyjazd do sąsiedniego miasta. Dlaczego? Bo tam jest większy wybór figurek, które aktualnie zbierają wszyscy jego koledzy w grupie. Ubawiło mnie to bardzo, jednak nie minęło dużo czasu kiedy w liście do zajączka wyczytałam prośbę o wspomniane karty i figurki, bo wszyscy już takie mają. I tak to się właśnie zaczęło… Ostatnio do głowy przyszło mi takie wesele w namiocie, wspaniałe przeżycie takie wesele w namiocie czy hali nad jeziorem...

W sobotę stojąc przed półką z ludzikami wątpliwego piękna i czekając, aż me dziecię zdecyduje się na jednego spośród tysiąca, tak sobie pomyślałam, że my to chyba mieliśmy łatwiej. Dlaczego łatwiej? Ano nie było takiej presji rówieśników, zbierało się obrazki z gum Donald, czy też Turbo i każda taka karteczka była na wagę złota. Nie było możliwości zajrzeć jaki obrazek kryje się w środku, jednak za każdym razem była to milutka pełna humoru historyjka z bohaterami bajkowymi. Nie zawierała przerażających postaci z niewiadomymi mocami, walczących między sobą. Nawet albumy kolekcjonerskie były zdecydowanie bardziej przyjazne dzieciom. Dziewczynki zbierały w nich naklejki z wizerunkami Barbie, chłopcy samochody czy motory. A teraz? Monster High, Angry Birds, Ninjago i tego typu koszmarne rzeczy. Cóż ładnego jest w laleczkach z trupimi twarzami mieszkających w trumnach, czy miotających mieczami chłopkach lego. Z każdego obrazka atakuje nas pełna przemocy postać. Nic fajnego, ani ładne ani ciekawe, więc dlaczego nasze dzieciaki to zbierają?

Teraz już przedszkolaki wiedzą który bohater jaką ma moc i kogo zabija. Za moich czasów zbierało się znaczki, monety czy zwykłe karteczki z notesików. Pamiętacie te małe często pachnące notesiki? Wszystkie dziewczynki na podwórku z nimi biegały i wymieniały, karteczkę za karteczkę. To były czasy do ósmej klasy Kubuś Puchatek czy Prosiaczek nie był obciachem, a teraz? Ehhh, szkoda… Jednak czyja to zasługa? Na każdym kroku, w każdym sklepie jesteśmy atakowani kartami, flizami, tazosami czy innymi tego typu gadżetami kolekcjonerskimi. Zrób zakupy za 10zł i odbierz coś tam coś tam, oczywiście nie zapomnij aby zebrać całą kolekcję, która zawiera 200 różnych obrazków z danej bajki. Koszmar. A gdzie te czasy kiedy wymieniało się kapslami, często znalezionymi podczas eskapad po okolicy? Nie ma i już nie wrócą. Podobnie jak nie wróci moda na zbieranie puszek po wypitych napojach, które później zdobiły nie jedną półkę w „młodzieżowym” pokoju.

A Wy co zbieraliście? Ja pamiętam swoją kolekcję obrazków z wafelków koukou roukou i z gum do żucia Dynastia. Pamiętam jak dziś udało mi się zebrać cały album, za wysłanie, którego producent gum obiecywał nagrodę. No i była nagroda. Kolejny album do zbierania naklejek z gum tym razem Indiana Jones i 5 kolorowych baloników na wodę, zdecydowanie mnie ta nagroda załamała, ale cóż takie to były czasy…

Moje chłopaki nie zbierają na szczęście zbyt wiele, w zasadzie to nic poza kartami Super Hero. Jednak moda na nie nabrała rozpędu w zaskakującym tempie, a po tym jak Pani w przedszkolu wydała zakaz ich przynoszenia, bo się dzieciaki pobiły, karty zdecydowanie straciły na swej mocy. Szczęście w nieszczęściu moim chłopakom nie przeszkodziło to w ich dalszym zbieraniu i nadal karty mają moc. Jednak wiem od innych mam, że u nich karty już nie są modne i teraz zbierają co innego. Uffff, my jesteśmy poza modą i oby jak najdłużej tak pozostało. Zdecydowanie wolę jeździć za kartami i powiększać ich kolekcję niż inwestować w kolejne nie wiadomo jak długo na czasie gadżety. A Wasze dzieciaki coś zbierają? Mają jakieś swoje kolekcje? Czy biegniecie ślepo za modą na coraz to nowe, niekoniecznie tanie drobiazgi? Zapraszam do dyskusji pod tym wpisem, co? Kto? Kiedy? A może macie jeszcze w domu jakieś swoje zbiory? Chętnie zobaczę co było u Was na tzw. czasie.


Idzie nowe

Kończy się rok 2016. Na szczęście! Wielu z nas ten rok „wymęczył srodze” i życie mogło się bardzo boleśnie wyklarować. To co było słabe i bez szans, rozpadło się. A to co miało mocne fundamenty, przeszło przeobrażenie i stało się silniejsze. I dobrze, że tak się stało! Dla mnie ten rok, był jednym z najtrudniejszych. Było dużo „tąpnięć” i zmian, właściwie w każdej sferze mojego życia, ale nastał wreszcie spokój i upragniony porządek. Do tego w tym roku, niespodziewanie „zgasło wiele śpiewających Gwiazd”. Moich idoli, którzy budzili we mnie wspomnienia beztroskich lat. Jeszcze bardziej uświadomiło mi to kruchość życia. Może Cię kochać cały świat, lecz w tej ostatniej drodze jesteś sam. Jak każdy z nas. Kolejny przykład na to, że na koniec ta cała „ziemska otoczka”, niewiele znaczy.

Nie będę smucić, bo w końcu ten rok się kończy i idzie nowe :) Jednak podsumowując Go powiem jedno, że nie warto robić nic wbrew swojej intuicji. Ten rok nauczył mnie pokładać ufność nie w ludziach, a w Sile Wyższej, która każdego dnia nas prowadzi. Kto przestaje wierzyć, poddaje wszystko wątpliwościom. Staje się słabym człowiekiem. Gubi się i zatraca w swoich iluzjach. Jestem z całą pewnością silniejsza, choć tak niewiele rzeczy podobało mi się, z tego co w tym roku zobaczyłam. Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają i czytają. A szczególnie mojej „grupie wsparcia” :) która niestrudzenie zostawia komentarze pod każdym moim wpisem. Nie bojąc się wyrażać tym swojego zdania, na tematy trudne i często nie do końca dla nas zrozumiałe. Dziękuję Wam, ubogacacie mnie swoją obecnością :) Jesteście dla mnie, jak cichy przyjaciel, który przychodzi przypomnieć mi, że zawsze stoi tuż obok. Bardzo, doceniam to.

Rok 2016 namieszał wiele, ale też zainspirował mnie do nowych pomysłów na siebie i życie. Dlatego też w Nowym 2017 Roku, będzie mnie o wiele mniej na blogu. Jednak w wolnych chwilach nadal będę do Was zaglądać, czytać i zaznaczać swoją obecność :) Trzymajcie się więc dzielnie :)

A teraz życzenia;

W Nowym 2017 Roku, życzę Wam dużo Miłości, Szczęścia, Ciepła bliskich ludzi i Spełnienia osobistego :) Jednocześnie uważajcie na siebie, żeby nie zatracać się w ich poszukiwaniu, depcząc przy tym, wszystko co wartościowe. Świadomość jest pierwszym krokiem na drodze do wyzwolenia. Nie skupiajcie się więc za bardzo na „brakującym ogniwie”, tylko spójrzcie na swoje życie, jako na całość. To ono potrzebuje uwagi. Zachowanie równowagi bardzo życiu pomaga, dzięki temu, nie popada się, ze skrajności w skrajność. I nie ograniczacie sobie, tym możliwości jakie daje Wam Wszechświat. Niech to będzie, lepszy Nowy Rok :)


Dwie strony medalu.

W życiu spotykają nas różne chwile. I dotyka, cała gama uczuć. Ciągle trzeba uczyć się rozróżniać; co jest dobre, a co złe. Wyciągać wnioski, czego się nauczyliśmy, co ze sobą przyniosła nowa sytuacja. Wciąż decydować, czego chcemy spróbować, ocenić wartość tych doświadczeń. Ile razy trafiliśmy w ślepą uliczkę, a w ilu przypadkach, kolejny zakręt, pokazał inne wyjście.

Gdyby nie było bólu i cierpienia, nie wiedziałbyś czym jest współczucie. I jak szeroko potrafi otworzyć serce na drugiego człowieka. Gdyby nie było smutku, nie doceniłbyś chwil radości. Tego jaką potrafią przynieść ulgę, po czasie gdy byłeś przygnieciony ciężarem życia do ziemi. Gdyby nie było zła, nie wiedziałbyś czym jest dobro. Jaki zbawienny wpływ ma na człowieka, który w nic już nie wierzy. Czuje się uczuciowo obolały, bo być może pokładał za dużo wiary i nadziei w drugiej osobie. Gdy o tym pamiętasz, że każdy medal ma dwie strony, jesteś przygotowany na to, co życie ze sobą niesie. To jak może na nas wpłynąć. Jakie zostawić po sobie ślady. I jak długo pozwolimy sobie na takie odczuwanie. To co rani, może wzmacniać lub odbierać chęci do życia. To co boli, można wybaczyć lub pielęgnować ten ból w sobie i wciąż go podsycać. Od nas zależy, czy trudne chwile, pozwolą nam na rozwój lub zamkną na wszystkie ludzkie uczucia. Gdy masz świadomość tej dwubiegunowości, to łatwiej jest o sobie decydować.

Nie da się uodpornić na życie lecz można otworzyć się na doświadczenia jakie ze sobą niesie. Przyjmować je i przekształcać. Widzieć tą drugą stronę medalu. Najważniejsze jest przecież to, że go posiadasz. Świadczy o odwadze i determinacji w zdobywaniu życiowego celu. Przegrana rodzi przegraną. Gdy potrafisz głębiej spojrzeć na swoje uczucia, łatwiej przychodzi ich zrozumienie. Możesz być silny i możesz być słaby, Ty już wiesz o tym.

Wszystkie doświadczenia życiowe są środkami, które prowadzą nas w kierunku jednego celu, nauki akceptacji i miłości do siebie, naszych bliskich i pozornie obcych ludzi. Dzięki temu wiesz, że wszystko jest jednością, rezonuje ze sobą, a nasze uczucia są podobne. Jednak to Ty musisz, pozwolić sobie na zapalenie tego światła, żeby w tej wędrówce, szło Ci się łatwiej. Wszyscy idziemy tą samą drogą, niosąc ze sobą życiowe szczęścia lub własne bolączki.

Jesteś tu, bo to wszystko chciałeś poczuć. Twoim zadaniem jest dostrzec w tym błogosławieństwo, coś co pozwoli Ci wspiąć się wyżej, sięgnąć dalej, być ponad to. Wszystko zależy od tego, z której strony uda Ci się spojrzeć na swój medal. Gdy poszerzysz swoje horyzonty, ujrzysz wszystko w innym świetle i przekształcisz to na swoją korzyść.


I co ja robię tu?

Po co, tu jestem? To chyba najczęstsze pytania, dotyczące sensu życia. Rutyna codzienności, powoli zabija; jedz, pracuj, odpoczywaj, śpij…Z czasem powtarzasz to w coraz szybszym tempie; jedz, pracuj, odpoczywaj, śpij. A któregoś dnia – umieraj… Jaka szkoda. Gdzie podział się sens życia? Tak łatwo się go zatraca, gdy skupiamy się tylko na życiu zwenętrznym, a gdzie Ty jesteś w tym wszystkim?

Sens życia to wcale nie są rzeczy wielkie, bo wszystko nabiera innego smaku, gdy zabarwi się je uczuciem bliskości. Ważnymi słowami i gestami, co przynoszą radość i zapał do życia. Gdy zapominamy o sobie i o tym do czego zostaliśmy stworzeni, to wszystko jest nas w stanie „zabić”. Pokonać, dołożyć ciężaru, nie do udźwignięcia. A przecież kryzysy to kamienie milowe w Twoim życiu. Musisz znaleźć siłę, by stawić im czoła. Liczy się to, w jaki sposób odpowiesz na „zadany cios” od życia.

Gdy czujemy się beznadziejnie i niepotrzebni, pytanie o sens życia samo się nasuwa. Co ze sobą zrobić? Gdzie się udać? Kogo zapytać o wskazówkę? Jakie zadanie Bóg dla mnie przygotował? Do czego mnie powołał? Nigdy nie znajdzie się sensu życia na zewnątrz siebie, bo to będzie tylko pogoń i bieg w stronę śmierci. To co najważniejsze jest wewnątrz nas i czeka na osobiste odkrycie. Masz na to całe życie, by stać się miłością w działaniu. Kochać bezwarunkowo, ćwiczyć bezinteresowność, żeby zawsze i wszędzie być sobą. Gdy odkryjesz swoją wartość i mozliwości, to nie ma dla Ciebie niczego, co byłoby niemożliwe.

Nie musisz robić nic więcej, ani być niczym więcej. Twój potencjał i sens życia jest w bezwarunkowej miłości. Zaczynasz odczuwać sercem, a nie umysłem. Nie kalkulujesz. Nie nastawiasz się na zyski, a mimo to jesteś szczęśliwy.

I oto sens życia odkrywa się sam. Niespodziewanie w akceptacji i miłości. Już więcej o niego nie pytasz, bo właśnie narodziłeś się po raz drugi. Przeszedłeś przez transformację. Idziesz przez ogień, a on Cię nie trawi. Nie straszne są Ci wichry i burze, bo jeśli Bóg jest z Tobą, to któż przeciwko Tobie. To wiara sprawia, że wierzysz w lepsze jutro, a miłość podpiera ją swoją siłą, sprawiając tym, codzienne życiowe cuda.